ĆWICZENIA TAK PROSTE, ŻE LENIWYM ZABRAKNIE WYMÓWEK

TAK PROSTE, ŻE ZABRAKŁO MI WYMÓWEK (TRENERY GO NIENAWIDZĄ!)
 
Jak już zabiorę się porządnie za coś jednego to z kolei cierpi na co innego. W tym konkretnym przypadku zupełnie olałem (bo zrobiłem to świadomie) ćwiczenia fizyczne. Na początku tłumaczyłem to sobie faktem, że zastąpiłem je bieganiem. Do czasu była to nawet świetna wymówka – rzeczywiście niezależnie od tego jak h**… kiepska była pogoda to postanowiłem ruszyć swoje cztery litery na zewnątrz. Tak twardy byłem do momentu, gdy temperatura zaczęła sięgać 0 stopni – wtedy zaczęły się tłumaczenia, że nie mogę ryzykować choroby (nie w moim zawodzie).
 
Chciałem zastąpić to karnetem na siłowni, ale zniechęcało mnie to jak czasochłonne to jest. Siłownia wymagała zgrania z nie zawsze sztywnym grafikiem, dotarcia do niej, przebrania się, wzięcia prysznica, przebrania się i powrotu. Godzinka, którą mógłbym wykorzystać na same ćwiczenia, albo cokolwiek innego.
 
W domu wykonywałem je zaś okazjonalnie. Nawet robiłem research i szukałem dla siebie prostych treningów na początek. Liczba możliwości jednak mnie zniechęciła – brakowało siły woli, by nauczyć się samych ćwiczeń i jeszcze zadbać o ich poprawne wykonywanie. Tymczasem brzuszek rósł i starałem się to bagatelizować żartując sobie z tego.
 
Przypomniałem sobie, że jako ludzie nie jesteśmy leniwi, ale brakuje nam odpowiednio nazwanej motywacji. W moim przypadku wykonywanie ćwiczeń dla:
 
– … kondycji nijak mnie nie przekonywało
 
– … nie miałem potrzeby imponowania płci przeciwnej (co nie oznacza, że nie będzie to dla niektórych świetnym motorem napędowym)
 
– … nie trafiało do mnie to, że pozbędę się delikatnego brzuszka jaki zaczął się pojawiać.
 
 
Otóż przekonała mnie dopiero ta pewność siebie jakiej nabierałem po każdej serii stojąc przed lustrem (ok, prężąc się do niego) i zaczynałem czuć jak twardą mogę mieć klatę. Ta pewność siebie jest prawdziwym powodem dla którego każdego dnia wykonuję jedną lub dwie serie tych NAJPROSTSZYCH NA ŚWIECIE ĆWICZEŃ (tak mógłbym je chyba nazwać, gdybym starał się o patent). W ćwiczeniach jestem całkowicie zielony, ale kiedy najpierw wykonam 20 brzuszków, potem 20 przysiadów, a wreszcie 20 pompek nie czuję, abym przećwiczył konkretnej części ciała – każda ma czas na ochłonięcie. Powtarzam to pięciokrotnie (z kilkunastosekundowymi przerwami pomiędzy) i w efekcie w ciągu około 20 minut wykonuję 100 brzuszków, 100 przysiadów i 100 pompek. Jak mam ochotę to robię nawet dwie takie serie w ciągu dnia (rano i wieczorem)
 
Efekt jest taki, że od lat nie widziałem rzeźby na swoim brzuchu, a teraz zaczyna się delikatnie zarysowywać. Staje się pięknym człowiekiem 💪😚