CZYM DO DIABŁA JEST MEDYTACJA? 25.09.2017

Nigdy nie sądziłem, że się tym zainteresuję. Kojarzyło mi się z buddystami, albo z obrzydliwie bogatymi ludźmi, którzy robią to, bo to modne. Wrzuciłem ją więc do tego samego koszyka co zajęcia jogi, czy też yerba mate. Była dla mnie egzotyczna i nawet nie zawracałem sobie nią głowy.

Mój opór zaczął pękać, gdy co rusz polecał to sam Tim Ferris, którego podcasty towarzyszyły mi (niemal) każdego dnia. To właśnie od niego dowiedziałem się o tym, że wystarczy wykonywanie tego nawet kilku minut dziennie i nie jest to czym czym myślałem, że jest.

Tak rozpoczęła się moja przygoda z MEDYTACJĄ. Czymś co uznawałem do tej pory za ciekawostkę, która dorobiła się wielu mitów. Otóż:

– Nie musisz siadać po turecku i rozkładać rąk w ten charakterystyczny sposób (internet podpowiada, że ta pozycja nazywa się pozycją lotosu). Zasada jest tylko jedna: ma być ci wygodnie.

– Nie musisz poświęcać temu dużo czasu; kilkanaście minut na jednym posiedzeniu w zupełności wystarczy. Mi wystarcza w chwili obecnej do dziesięciu.

– Nie potrzebujesz mieć do tego specjalnej maty; wystarczy, by po prostu było ci wygodnie.

Medytacja wydawała się czymś dziwnym i niezrozumiałym. Wynika to z faktu, że nikt nigdy nie tłumaczył mi czemu konkretnie służy, a sam nigdy nie zabiegałem o to, by lepiej ją zrozumieć. Otóż kryje się za nią innego jak ZEBRANIE MYŚLI. Tylko i aż tyle.

Żyję w ciągłym biegu. Muszę pamiętać z kim mam się danego dnia spotkać, w jakim celu, odbyć spotkanie, dbać o dokumenty, pamiętać, gdzie mam dojechać, o czym mamy rozmawiać (a może o czym ostatnio rozmawialiśmy?), dbać o raportowanie, rozwiązywanie problemów bieżących klientów przy jednoczesnym pozyskiwaniu kolejnych (klientów). Jestem w stanie pełnego skupienia, które trwa około 8 godzin w ciągu dnia. Myśli gromadzi się niekiedy tyle, iż czuję jakby rozsadzały mi głowę. Rzadko kiedy miewam uczucie pełnego relaksu w ciągu tygodnia roboczego. Czuję jakbym bezustannie musiał gasić jeden pożar za drugim.

Właśnie wtedy jestem sobie niezwykle wdzięczny, że jednak zdecydowałem się spróbować z medytacją. Gdy natłok myśli bierze górę, rozkładam się na czymś wygodnym (krześle, fotelu), włączam relaksacyjną muzykę i zaczynam myśleć o czymś przyjemnym, by pozwolić problemom odlecieć – w ogóle nie zaprzątam wtedy sobie nimi głowy.

To właśnie cała medytacja.

Wszystko naokoło mnie spowalnia i wreszcie czuję się zrelaksowany. Głowę przestaje rozsadzać setki spraw, które chcą mojej uwagi jednocześnie. Ogarnia mnie spokój.

Jeśli potrzebujecie naukowego uzasadnienia dla medytacji to brzmi ono następująco: medytacja wpływa na zmniejszenie istoty szarej w ciele migdałowatym odpowiedzialnym za reakcje stresowe mózgu. Tłumacząc na ludzki: redukuję napięcie.

Dopiero zacząłem praktykować medytację. Ilekroć czuję nadmiar myśli cieszę się, że mogę usiąść w odosobnionym miejscu, zrelaksować się i wyczyścić głowę. Zawsze towarzyszy mi wtedy relaksacyjna muzyka, która momentalnie mnie uspokaja (znajdziesz ją tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=JZCWD5CIPvA&t=14291s)

Dzięki ci medytacjo, że jesteś, gdy cię potrzebuję 😗