DAILY WEEK – 1.10.2018 – 7.10.2018

To tygodniowe podsumowanie tego co się u mnie działo. Codzienne dokumentowanie życia potrafi wykończyć, a wiem o tym, bo testowałem ten format przez ponad miesiąc. Nabrałem chęci dzielenia się szczegółami mojego życia z nadzieją, że wyciągniesz z czego coś dla siebie. Zaczynamy!

 

– Ten tydzień jest mało spektakularny, bo skupiony był na pracy. Dużo z moich celów na ten i przyszły rok kręci się wokół pieniędzy (np. zebranie oszczędności na rok życia bez dochodu, albo pieniądze na projekt, który docelowo wystartuje w 2019). Będą więc takie dni mało efektowne, ale pchają sprawy naprzód. Mam to szczęście, że pracując w sprzedaży mogę regulować sobie ilość i formę pracy. Chcąc zwiększać dochody pracuję po prostu więcej. Oczywiście nikt efektów mi nie zagwarantuje, ale pracując tylko dla samego Generali już trzeci rok wiem, że nie ma bata, by z dużej liczby aktywności coś nie wyszło. To dlatego tak wiele osób odpada w sprzedaży. Nie wiedzą, że wypracowanie skutecznych metod po prostu wymaga dużo czasu i ogromnej ilości aktywności, by sprawdzić co u nas działa.

– Chyba mnie konkretnie przewiało, bo odchorowywałem dwa dni. Na przyszłość muszę się odchorować się raz a porządnie, czyli odleżeć swoje dopóki nie poczuję się faktycznie ok. Odziałem się w dwa swetry i wypociłem się pod kołdrą przez cały dzień, ale najwyraźniej potrzebowałem jeszcze dodatkowego dnia, bo cały czas do mnie wracała.

– To już kolejny trzeci tydzień współpracy z asystentem (nazwijmy go tak, by jej rola była jaśniejsza). Długo biłem się z myślami, czy jest mi potrzebny. Bałem się, że może jestem po prostu niedostatecznie zorganizowany. Jednak, gdy któregoś dnia byłem piekielnie zmęczony już około 12 w poniedziałek (po weekendzie!) uznałem, że organizmu jednak nie oszukam. Raz, że męczy mnie mikro-zarządzanie (czyli zajmowanie się dosłownie wszystkim w firmie, a trochę tego jest), a dwa, że co miesiąc pozyskuję nowych klientów, których muszę regularnie obsługiwać. Bywały takie sytuacje, że ledwo dojechałem do biura, a miałem 5-6 nieodebranych połączeń. Potem maile, formalności i tak przepadał mi dzień pracy. Na samej obsłudze bieżących klientów (co bardzo lubię robić), ale niestety zarabiam wtedy, gdy pozyskuję nowych. Dlatego uznałem, że asystent zacznie się zwracać, bo za ułamek zarobków odzyskam czas właśnie na działania zmierzające do pozyskiwania nowych osób do współpracy.

Moja koleżanka z biura już znała wszystkie procedury, ale miała więcej czasu ode mnie. Zaproponowałem stawkę godzinową na satysfakcjonującym obie strony poziomie. Pierwotnie chciałem rozliczać się od efektu, ale męcząca byłaby próba negocjowania każdorazowo warunków za daną pracę. Towarzyszy mi finalnie na tym etapie na kilka godzin w tygodniu i w trello, który jest moim centrum dowodzenia, wrzucam jej po prostu zadania do zrobienia. Jest coś magicznego w tym, że same się realizują, a ja mam wreszcie czas, by złapać oddech, albo skupić się na tym segmencie mojej pracy, która pozwoli mi zarobić więcej.

– Doszedłem do luźnego jeszcze wniosku, że muszę szybciej przesuwać granice, rozwijać się szybciej, pracować więcej, realizować więcej działań jednocześnie. Inaczej będzie mi towarzyszyło poczucie, że moje życie zmienia się wolniej niż mógłbym przy odrobinie większej ilości wysiłku. Marzy mi się, by projekty realizowały się samoczynnie, a kiedy śpię to ktoś / coś na mnie pracuje. Na razie do daleko mi do takiej siły rozpędu i dlatego chcę przyśpieszyć. Bo mam już 31 lat na karku, bardzo ambitne cele i poczucie nieuchronnie upływającego czasu. Zwłaszcza, że mam zegar odliczający mi czas do mojej śmierci (http://zmieniamzycienalepsze.pl/zegar-odliczajacy-umre/)

– Do niedawna miałem aspiracje, by zwiedzić każdy kraj na świecie. Kiedy tak patrzyłem sobie na mapę świata mój wzrok przykuła Afryka, a dokładniej liczba państw jakie zawiera. Doszedłem do wniosku, że chyba nie kręci mnie ten kontynent, a zwłaszcza państwa o których nigdy nie słyszałem i prawdopodobnie nie widziałbym między nimi większej różnicy. Czy ktoś z was marzy, by ruszyć do Mauretanii, albo Beninu? Tak, są takie państwa.

 

 

– Przesiałem mnóstwo fajnych amerykańskich standupów i z ostatnio poznanych na Netflixie mogę (spróbować) polecić te: Ali Wong Baby Cobra, Jim Jeffries This is me Now, Jim Jeffries FreeDumb, Chris Rock Tamborine, Chris Tucker Live. Niektóre są BARDZO grube jeśli chodzi o poczucie humoru, więc nie twierdzę, że podejdą każdemu.