DAJĘ Z SIEBIE CAŁE … 20%

Miałem niegdyś krótki epizod pracy w Mcdonalds, gdzie zarobiłem na swoje prawko (o ironio, które jest mi zbędne – zmieniamzycienalepsze.pl/dlaczego-auta-prawdopodobnie-miec-bede/). Oprócz faktu, że było to cholernie męczące, zapamiętałem również słowa pani, która przyuczała mnie do pracy. Powiedziała coś w rodzaju: „WYKONUJESZ ZBĘDNE RUCHY„.

Fast-foody oznaczają z definicji, że za moment otrzymasz swój posiłek, więc efektywna praca jest niezbędna, by całość mogła funkcjonować. Pani, której imienia już po tylu latach nie pamiętam, chodziło o to, że pewne czynności można wykonywać w innej, sprawdzonej już kolejności. Najpierw wrzuć burgery do smażenia. Zyskasz w ten sposób 30 sekund na przygotowanie 6 bułek wraz z dodatkami. Kiedy usłyszysz piknięcie, masz już gotowe mięso do położenia na bułach i wydania klientom. Zrób to w odwrotnej kolejności, a stracisz mnóstwo czasu.

 

WYKONUJESZ ZBĘDNE RUCHY

 

Świetnie pokazuje to scena z filmu „Founder” właśnie o tym jak powstała ta sieciówka (https://www.youtube.com/watch?v=jTageuhPfAM). Postanowiłem tę filozofię przynajmniej częściowo wykorzystać w swoim życiu. Na przykład robienie obiadów w domu. Zmęczyło mnie codzienne zastanawianie się co chcę zjeść i robienie codziennych zakupów (dojazdem, szukaniem składników, staniem w kolejkach, powrotem). Uznałem, że będę przygotowywał pomysły na obiad w sobotę na kolejne 5 dni. Mając jedną, dużą listę zakupów, robiłem zakupy w niedzielę. W ten sposób odpadł problem zmęczenia, by po pracy (często głodnym) jeszcze gdzieś jechać. Od razu mogłem brać się za robienie obiadu.

Był też inny problem – nie zawsze chciało się go robić, a trzeba było jeszcze zmyć naczynia. Rozwiązaliśmy to z partnerką dzieląc się rolami. Jeden problem zastąpił jednak inny – nie zawsze łatwo było dopasować się godzinowo. Chcieliśmy jeść wspólnie, a oboje kończyliśmy różnie pracę. Albo ja wracałem głodny wcześniej, a musiałem czekać na obiad, bo nie chciałem się wcześniej objadać. Było to problematyczne i nierzadko było przyczyną niepotrzebnych spięć.

Wszystkie te problemy rozwiązało … jedzenie na stołówkach. Jest w Olsztynie restauracja, która wpadła na pomysł zestawów obiadowych za 11 złotych (zupa + obiad). Jest tam ładnie, smacznie, z obsługą (przyniosą/zabiorą) i kompocikiem w cenie. Mogę tam wpaść o której chcę, zejść i po prostu wyjść. Odpadają wszystkie opisane wcześniej problemy. Jeśli chcę nadal mogę sobie coś od czasu do czasu samodzielnie ugotować, ale teraz za 330 zł miesięcznie mam podstawiany talerz pod nos i najadam się do syta. Tak, wyznaję wygodę i to, że nie wszystko koniecznie muszę robić sam.

Podobnie też ową zasadę starałem się to przełożyć na pracę. Jestem agentem ubezpieczeniowym Generali działającym w sektorze życiowym (nie sprzedaję „majątku”, ale ubezpieczam życia), którego zarobki zależą w 100% od efektów jego pracy. Im więcej spisanych polis na wysokie sumy składek tym więcej zarobię.Nie mam stałych godzin pracy, nikt nie mówi gdzie i o której mam być, ani co robić, by tych klientów pozyskiwać. Możliwy jest scenariusz w którym mógłbym pracować bardzo ciężko cały miesiąc i nic z tego nie mieć. I w drugą stronę, choć dla wielu pracujących na etacie wydaje się to niemożliwe, zrobić wszystko jednego dnia i byczyć się przez cały miesiąc. Nieważne ile czasu pracowałeś – liczy się efekt i próba udawania jakiekolwiek pracy nie ma najmniejszego sensu, bo to wyjdzie na koniec miesiąc. W przypadku każdego agenta kluczowymi działaniami, które zajmują 20% czasu (bo nie jesteśmy na spotkaniach cały czas), a przynosi 80% efektów są spotkania z klientami. Tak, to słynna zasada Pareto, która doskonale oddaje realia naszego zawodu.

„To skup się tylko na tym” – ktoś mógłby słusznie powiedzieć. Rzecz w tym, że mam również inne obowiązki:

 

1] Bieżąca obsługa klientów (pilnowanie płatności, dat spotkań rocznicowych, pomagania w wypłatach, odpowiadanie na ich pytania lub rozwiązywanie problemów)

2] Spotkania na odprawach (raz w tygodniu pół dnia mamy z głowy)

3] Szkolenia (raz na 2-3 miesiące, cały dzień z głowy)

4] Tworzenie propozycji / materiałów (czasem zabiera nawet 2-3h dziennie)

5] Gaszenie pożarów (coś bardzo pilnego co nagle potrzebuje twojej uwagi na bliżej nieokreślony czas)

 

Chcąc częściej robić 20% tych czynności, które finalnie przynoszą mi pieniądze (spotkania z klientami), uznałem, że punkty 1,4,5 oddeleguję w miarę możliwości. Testuję to od przeszło dwóch miesięcy i oto moje wnioski:

 

– Oddaję do robienia te rzeczy, które są potrzebne, ale zabierały mi energię / przeciągałem je w czasie / są dla mnie nudne (a chcę mieć fajną pracę i się nią cieszyć)

– Mam więcej energii niż kiedykolwiek. Robię sobie mniej dni wolnych, bo nie jestem tak zmęczony jak dawniej.

– Mam czas, by wymyślać nowe rozwiązania. Słowem mam czas na kreatywność, który to do tej pory zabierał czas na np. załatwianie problemów, którymi teraz zajmuje się osoba, która mnie wspiera.

 

Dla ciekawskich kim jest mój „sidekick” – otóż pomaga mi zaprzyjaźniona agentka z którą rozliczamy się fakturami. Ma ode mnie więcej czasu i energii. Poza tym te kilkaset złotych miesięcznie, jakie jej płacę, to dla niej duży zastrzyk do budżetu domowego, a dla mnie relatywnie niewielki. W dodatku jej pomoc wrzucam przecież w koszty, czyli kosztuje mnie jeszcze mniej. Sytuacja jest „win-win”.

Podsumowując – w myśl zasady Pareto staram się dawać z siebie całe 20% i robić tylko rzeczy niezbędne. Pozostałe traktuję jak zbędna tkankę tłuszczową, której się pozbywam. Tak, by nie robić żadnych zbędnych ruchów.

 



 

mail do mnie: mateusz.kiszlo.jzp@gmail.com (napisz mi coś, odpowiadam na wszystko)
Instagram: mateuszkiszlo (staram się podrzucać tam wyłącznie coś inspirującego i coś co możesz wykorzystać u siebie; nie nakładam żadnych filtrów, a sam raczej nikogo nie obserwuję)
Dochrapałem się zegara odliczającego kiedy umrę, by jeszcze bardziej się zmotywowaćKLIK
Grupa dla tych, którzy chcą wdrażać fajne lifehacki, albo poznawać wartościowych ludzio tutaj
Szczera rozmowa ze mną: przeprowadziłem ją ze sobą (!) tutaj


  • Bardzo ciekawy wpis, spodobało mi się to, że piszesz, że jesz na mieście – wiele osób twierdzi, że to strata pieniędzy, ale jak widać może to być nie tylko tanie, ale też baaaardzo wygodne.
    Zasada 20/80 rzeczywiście się sprawdza, dlatego trzeba koncentrować działania na tych 20% które rzeczywiście zmieniają daną rzeczywistość. Wiadomo, że pojawia się mnóstwo rozpraszaczy, dlatego nie bez powodu jest to zasada 20/80 😉