Dlaczego nie mam auta (i prawdopodobnie mieć nie będę)?

Zainspirowały mnie do napisania tego za korki za moim oknem i to, że ludzie trąbili na siebie jak obłąkani. Najpierw fakty – miałem je jakiś czas, ale jazda nie sprawiała mi frajdy. Szybko się męczyłem (nie potrafię długi czas utrzymać koncentracji na jednej rzeczy), szlag mnie trafiał jak musiałem szukać miejsca do zaparkowania tego kloca i ogólnie był częściej źródłem zmęczenia niż satysfakcji. To są moje subiektywne powody. Teraz ciut bardziej obiektywne.

 

– Mam mniej nieoczekiwanych kosztów. Nie wypadają mi nagłe naprawy i z budżetu nie znika mi nieoczekiwanie dużo monet.

– Ubezpieczenie kosztuje niekiedy dużo pieniądzów. Zwłaszcza, gdy chcemy jeszcze AC. Często się o tym zapomina, ale w skali roku sporo wydamy też na opłaty parkingowe i co bardziej brawurowi zawodnicy na mandaty.

– Kiedy prowadzę nie mogę (może poza rozmowami telefonicznymi na głośnomówiącym) robić nic innego. No, może jeszcze słuchać podcastów. Jak ktoś mnie wiezie (pociąg, autobus / bus, taxi, blablacar) mogę robić co mi się żywnie podoba. No i mam prywatnego kierowcę.

– Czas, który oszczędza mi auto (bo z tym nie będę się kłócił) oddaję kiedy indziej; w warsztacie, na przeglądach, przy wymianie opon, na myjni lub czyszcząc go samodzielnie, na załatwianiu ubezpieczeń. Teraz część uzna, że to już w ogóle jakiś pocisk w stronę aut, ale do tego czasu wliczam też proces zakupu (szukanie, finalizowanie), a później jego ewentualnej odsprzedaży i wszystkim co jest z tym związane. Więc to co ewentualnie zaoszczędzę i tak oddam kiedy indziej.

– Do biura często dojeżdżam rowerem. Owszem, są miesiące w roku w których się na to nie zdecyduję. Jednak od marca do okolic października można, by w ogóle nie wyciągać auta z garażu, gdy chodzi o dojazd kilku kilometrów do pracy. Zdrowiej i bez stania w korkach.

– Nie muszę mieć auta na stałe. Jeśli NAPRAWDĘ byłoby mi potrzebne to są wypożyczalnie aut i formy car-sharingu. Im więcej rzeczy mam tym bardziej staję się ich niewolnikiem musząc nimi zarządzać.

– Mieszkam w doskonale skomunikowanym miejscu (mam 5 minut drogi pieszo do dworca). Rozumiem jednak przydatność posiadania auta dla osób, które np. mieszkają poza miastem i nie mają prawie innej sensownej alternatywy.

– Nie wiem skąd przekonanie u ludzi, że jak ma się dzieci to potrzeba auta. To znaczy, że pociechy osób, które go nie mają nie uczęszczają do szkół?

– „Ale Mateusz, prowadzisz działalność. Mógłbyś wrzucać sobie auto w koszty”. Załóżmy, że zdecydowałem się na leasing na kwotę 500 złotych miesięcznie. Oszczędzę na tym 90 zł podatku (bo jeszcze jestem na 18%), a z kolei co miesiąc i tak będę musiał zarobić wspomniane 500 złotych o koszcie paliwa nie wspominając. Na dojazdy do klientów wydaje max do 200-300 złotych w miesiącu, więc nie potrzebuję dodatkowych extra kosztów. „Ale Mateusz, po 8-10 latach ten samochód będzie twój”. Owszem, ale jego wartość rynkowa spadnie drastycznie, a poza tym przestanie być nowy i istnieje prawdopodobieństwo, że zacznę łożyć więcej w jego naprawy, albo niemal na pewno zamarzy mi się nowy. Znam dokładnie swoje liczby i po prostu nijak W MOIM PRZYPADKU samochód, by na siebie nie zarabiał.

Losowe fakty:

– Są oczywiście dwa czy trzy dni w roku, że auto, by się przydało, ale nie mam potrzeby z ich powodu utrzymywać go cały rok.

– Jestem agentem ubezpieczeniowym (skupiającym się na „grupówkach”). Rzadko kiedy pracuję w swoim mieście, więc sporo wyjeżdżam. Mogłoby się wydawać, że więc auto jest mi jako takie niezbędne. Kiedy więc pojawiam się u klienta kawał drogi od mojego Olsztyna i w rozmowie wychodzi, że dojechałem tu nie mając auta to patrzą na mnie jakbym dokonał niemożliwego, albo nie miał nóg. Tymczasem naprawdę rzadko kiedy mam problem, by gdzieś dojechać. Rynek komunikacyjny momentalnie wyłapuje nieobsadzone jeszcze trasy i tworzy tam połączenia.

– Mam podejrzenie, że mało kto REALNIE potrzebuje auta i bardziej to po prostu wyznacznik statusu społecznego / przyzwyczajenie niż konieczność. Bo zarówno tańsze i droższe auta mają cztery koła i spełniają tę samą funkcję, ale rynek aut luksusowych żyje i ma się dobrze. Jak ktoś kupuje droższe auto to wiem, że podejrzewam, że albo kocha motoryzację, albo/i ma potrzebę uzewnętrzniania swojego statusu społecznego.

Oczywiście są osoby, które jeździć uwielbiają, czy w ogóle faktycznie jest im niezbędne. Wszystkich tych przypadków opisywać teraz nie będę 🙂

 

Udanego dnia!

CHCESZ NEWSLETTER Z UNIKALNĄ TREŚCIĄ? > https://landing.mailerlite.com/webforms/landing/q9c1k2