DLACZEGO JESTEM PRZECIWNY KULTURZE PREZENTÓW NA ŚWIĘTA?

Nie lubię kiedy coś jest mi narzucane w ramach presji społecznej, a są dni w roku, które coś na mnie wymuszają. Walentynki (raz zdarzyło mi się tego nie zaplanować i skończyło się fochem, ze jak to tak w domu, a nie gdzieś na miasto zabrać), sylwester (ostanie spędziłem go we dwójkę z lubą i sprzedając headshoty w RS6: Siege olewając resztę świata i wszelkie zaproszenia) albo właśnie całe to świąteczne szaleństwo. Co komu kupić!? Co tej osobie może się spodobać!? Czego może jeszcze nie mieć!? Czy mój prezent nie zginie pośród innych (zwłaszcza, gdy ktoś się machnie na coś naprawdę drogiego), bo będzie mi z tego powodu trochę przykro?

Dodajmy: pilnowanie kurierów / odbiorów / wycieczki po sklepach na ostatni moment (tak, wiem, ktoś mógł kupić coś wcześniej, ale wiemy, że zostawiamy wszystko na ostatni moment). No i wypada coś kupić, choćbym nie miał czego zjeść na drugi dzień.

Najbardziej uwiera mnie w tym fakt, że spiralę nakręcają firmy, które w tym okresie przeżywają prawdziwe żniwa. Za dzieciaka święta były świetne. Dorosły Mateusz zaczął dostrzegać, że stały się czymś w rodzaju nieformalnego obowiązku. Takiego w którym niekoniecznie chce (co nie znaczy, że nigdy!) brać udziału, ale skończyłoby się to ostracyzmem społecznym. No bo jak to tak nie kupiłeś niczego!?

Dlatego jestem wdzięczny, że moja własna matka (ona wiem, że tak ją pieszczotliwie nazywam) stała się na tyle postępowa, że któregoś dnia zarządziła nowy dekret: NIE KUPUJEMY SOBIE ŻADNYCH PREZENTÓW. Było to tyle niespodziewane co i przyjemne, bo wreszcie mogliśmy skupić się na tym o co w świętach – spotkaniu z rodziną.

Jeden znajomy nie mógł do mnie wpaść, bo musiał kupić prezenty. W biurze każdy tylko o tym, czy już po zakupach, czy dopiero jestem przed szukaniem prezentu. Marketing skupia się na przyciąganiu do siebie opakowując to wszystko w świąteczną atmosferę – co trąci sztucznością, bo znamy prawdziwe intencje.

Czy kupowałabyś/kupowałbyś prezenty, gdyby nie fakt, że wypada? Jeśli odpowiesz tak to zastanów się nad poniższym pytaniem:

 

Ile razy miało miejsce u ciebie coś takiego bez okazji? Bez urodzin, świąt, walentynek?

 

Dziękuję, tyle ode mnie.