DLACZEGO ZLICZAM KAŻDĄ ZŁOTÓWKĘ?

Nie miewacie sytuacji w których macie wrażenie, że niezależnie jak dużo zarobicie na koniec miesiąca i tak nie macie z czego odłożyć? Ileż to razy zdarzało mi się zastanawiać na co w zasadzie poszły pieniądze skoro uważam się za osobę w miarę oszczędną. Dlatego zacząłem notować każdą sumę powyżej złotówki (poniżej to zawracanie sobie głowy). Korzystam z aplikacji „Szybki budżet”, która irytuje co prawda reklamami w wersji freemium, ale nie potrafię wykrzesać z siebie energii do znalezienia lepszej (o fakcie już zgromadzonych historycznie danych nie mówiąc, bo szkoda mi ich tracić). W zasadzie prowadzenie rejestru przychodów i rozchodów nie ma złych stron poza tą odrobiną wysiłku potrzebną na wyrobienie nawyku.

+ Zyskałem wreszcie poczucie kontroli. Nie muszę przeglądać historii konta, ani przypominać sobie co kupowałem za gotówkę (choć to ostatnie robię rzadko i pewnie kwestią czasu jest niemalże całkowite wyparcie gotówki z obrotu; akurat jestem zwolennikiem tego pomysłu z powodów, których nie mam czasu tu teraz opisywać)

+ Mogę łatwiej planować przepływ finansów. Dzięki gromadzeniu tych danych wiem, że przeciętnie każdego dnia wydaję na życie (jedzenie, codzienne zakupy, higiena itd) 35 złotych. Skutecznie planuję ile każdego miesiąca chcę odłożyć znając swoje przeciętne wydatki.

+ Interesująco z perspektywy czasu przegląda się historycznie historię tego jak rośnie inflacja życia. Kiedyś wystarczała mi najniższa krajowa (co i tak pozwalało mi jeszcze oszczędzać), a dziś cała nie wystarczyłyby nawet na pokrycie kosztów stałych.

Ja jestem więcej niż zadowolony z faktu wykształcenia w sobie tego nawyku. Ilustracje pokazują moje realne sumy za styczeń tego roku. Kiedy to wypuszczam zostały jeszcze 3 dni do końca miesiąca, ale wiele, by już nie uległo zmianie. Miałem sporo inwestycji (fizjoterapeuta, nowy laptop, dietetyk, prezent, odświeżenie garderoby, elektryczna szczoteczka itd), więc stąd tak duże wydatki (na ogół jestem oszczędniejszy).