DO JAKICH WNIOSKÓW DOSZEDŁEM W OSTATNIM PÓŁROCZU?

Raz na jakiś czas doznaję czegoś w rodzaju oświecenia. Pojawia się w mojej głowie myśl, którą uznaję za wartą odnotowania i przeanalizowania. Wypisałem je (chyba) wszystkie poniżej w losowej kolejności. Może znajdziesz dla siebie tam coś użytecznego.

– Mam 400 subskrybentów newslettera. W perspektywie dużych blogerów to tyle co nic. Ale jak pomyśleć, że tylko JEDNYM kanałem docieram to tylu osób… ilu z nas miałoby odwagę stanąć na żywo przed tyloma osobami? Jak się o tym pomyśli w ten sposób to zmienia to postać rzeczy. Ogólnie anonimowość daje nam więcej odwagi i przejawia się to także w chwilach, gdy zostawiamy komuś niepochlebny komentarz, albo wręcz chcemy komuś dopiec. Stając przed tą osobą twarzą w twarz nigdy prawdopodobnie nie mielibyśmy odwagi jej tego powiedzieć.

– Byłem hejterem. Kiedy moje życie było (delikatnie mówiąc) takie sobie, miałem ochotę dopieprzyć Kominkowi. Za to, że miał je lepsze. Dzisiaj go do pewnego stopnia szanuję. Z mojego doświadczenia i punktu widzenia hejterzy to osoby, które coś boli. Mogę się oczywiście mylić. Poza tym potrafię jednocześnie nie lubić kogoś za to kim jest, ale szanować za osiągnięcia.

– Od czasu do czasu robię czystki w swoim środowisku online. Przeglądam kanały na YT, sprawdzam kogo obserwuję na Twitterze, wyłączam się z grup na Facebooku w których przestałem brać udział. W ten sposób nie tracę nawet czasu na przewijanie tego co i tak przestało mnie interesować, a przy tym pozwalam skuteczniej działać algorytmom (w ten sposób zaproponują mi lepiej dopasowane sugestie). Dlaczego nie pojedynczo? Bo robiąc to hurtowo mam poczucie zrobienia czegoś znaczącego. Swoją drogą po co komu puste subskrypcje, albo lajki?

– Wyciszałem na stałe telefon i wibracje (są chwile, gdy jednak tego nie robię, np. czekam na telefon). Sprawdzam połączenia i smsy tylko kiedy chcę, a nie jak pies Pawłowa wtedy gdy słyszę dzwonek. Potrzebowałem tego, bo mam pod swoją opieką kilkuset klientów i czasem liczba połączeń była wręcz nieznośna. Uwielbiam dobrze obsługiwać osoby, które mi zaufały, ale straszliwie mnie to rozpraszało.

– Choć nie jest doskonałe i wciąż ma ogrom wad … to ja lubię to moje życie. Uwielbiam fakt, że wszystko zależy od nas, choć oczywiście próby i pot na twarzy nie gwarantuje, że się uda. Ale próbuję i mimo wielu porażek zostaje ze mną sporo sukcesów. Mam ich bardzo dużo na koncie (od projektów po biznesy), ale wiem, że jeśli nie spróbuję to będę żałował, że nie spróbowałem. W końcu za którymś razem coś musi się statystycznie udać.

– Jeśli moim projektem pomogę odmienić życie na lepsze zaledwie kilku osobom to i tak uznam, że jest to po prostu niesamowite. Fajnie, że nie mając parcia na statystyki mogę się skupić na mówieniu do tych, którzy chcą słuchać.

– Bardzo lubię być w bezustannej ofensywie. Każdego dnia zastanawiam się co mogę zrobić lepiej, jak zwiększyć zarobki (dzięki temu co miesiąc mam podwyżkę o 100-150 zł brutto) i w ogóle jak się rozpędzić, by być jak kula śnieżna. Co nie znaczy, że zawsze mi się to udaje. Ale próbuję, więc nigdy nie będę sobie pluł w brodę, że nie spróbowałem.

– Po co prowadzę cały ten projekt, czyli blogaska? Otóż pozwala mi na rozwijanie mięśnia kreatywności i zabijanie czasu poprzez łączenie przyjemnego z (mam nadzieję) pożytecznym dla czytelników. No i mam gdzieś głęboko zakorzenioną potrzebę pomagania, którą w ten sposób mogę uskutecznić jednocześnie mogą się nieco „wygadać”. Bo na żadnej pieniądze z tego bynajmniej nie liczę.

– Ściągnąłem zaintrygowany dwie gierki mobilne (miałem chęć), pograłem godzinkę i skasowałem na drugi dzień, gdy zdałem sobie sprawę z tego jak wykorzystują nasze uwielbienie gamifikacji (punkciki, rozwój postaci itd). Za to postanowiłem wykorzystać owe techniki w życiu codziennym. Po pierwsze zassałem i korzystałem z aplikacji Habitica. Nasza postać rozwija się jeśli realizujemy wyznaczone przez nas samych cele – świetne do trenowania dobrych nawyków. Po drugie przygotowałem sobie własną formę gry z elementami RPG do codziennej pracy. Tak, bym chętniej wykonywał zadania, których nie lubię, bo nagradza mnie wtedy gra. Na wypadek, gdybyś pomyślała/ł, że robię sobie jaja, masz tu scrennshot.

 

 

– Też tak masz, że patrzysz na to kto ma jakie zakupy na taśmie i widzisz mniej więcej jakim jest człowiekiem? Po zakupach go poznasz, czy jakoś tak.

– Jeśli mogę coś dziś sensownego doradzić to najlepsze co możesz dla siebie zrobić to przestać porównywać się z innymi. Graj we własnej lidze, albo szybko popadniesz w trudne do wyleczenia kompleksy.

– Jeśli robota wyjątkowo mi nie idzie to przenoszę się w miejsce w którym jestem szczęśliwy, czyli na przykład kawiarnie. Od razu efektywniej usuwam z listy zadań zaległe sprawy, które w moim „pajplajnie” tkwiły od wieków

– Przeglądanie powiadomień i wypatrywanie lajków dla naszych treści jest takie … przepraszam za wyrażenie, ale jest dość żałosne. Fajnie jest je otrzymywać i powoduje to natychmiastowy wzrost dopaminy. Zdarzało mi się jednak z uporem maniaka sprawdzać powiadomienia z nadzieją, że pojawiły się nowe. Z perspektywy czasu widzę, że potrzebowałem poczuć się doceniony. Nijak jednak te lajki, czy serduszka nie przekładają się na jakość mojego życia. Nic za nie nie kupię, ani nigdzie nie wyjadę. Jeśli kiedyś staną się jakimś środkiem płatniczym odszczekam własne słowa.

– Zdarza mi się bardzo dużo pracować. Jeśli ktoś mi to wypomina lub wskazuje jako coś szkodliwego … zgadzam się. Jestem wielkim przeciwnikiem pracy po 8-12 godzin dziennie, gdy nie jest źródłem pasji lub jakiegoś spełnienia. Po prostu na tym etapie życia świadomie CHCĘ pracować dużo, by zarobić więcej pieniędzy. Same w sobie nie są celem, ale środkiem do tego, bym w niedalekiej przyszłości mógł oddać się innym projektom. Takim, które będą łączyć przyjemne z pożytecznym. Tak, bym pracował przy tym co uwielbiam i jeszcze 09pozwalało mi się utrzymywać, a także realizować marzenia i mieć coś z tego życia. Dlatego potrafię dużo pracować, bo wiem doskonale po co to robię i nie jest to bynajmniej po to, by pracować na kolejne dobra materialne.