O ŁAMANIU SILNEJ WOLI – 22.10.2017

Postanowiłem, że zacznę ograniczać słodycze. Każdego dnia chciałem wypijać kilka szklanek wody. Chciałem każdego ranka po przebudzeniu zabrać się za rozciąganie. Wszystkie te czynności łączy fakt, że żadna, mimo swojej prostoty, nie stała się nawykiem. Porażkę tłumaczyłem sobie rozmaicie.

• Słodkości bezustannie wlewały się do mieszkania. Dzień nauczyciela mojej partnerki zrobił swoje (otrzymała dwie tony Raffaello i kilka kilogramów czekolady), wpadli jej rodzice przywożąc wiadro ciast, znajomi na co weekendowych posiedzeniach przy planszy zawsze coś ze sobą wezmą.

• Rozciąganie mi umykało, bo wolałem dopić w spokoju kawy. Wszystko przegrywa u mnie z kawą. Wiem, fatalna wymówka – wystarczy wstać kilka minut wcześniej.

• Niemożności wypicia kiku szklanek wody dziennie nie potrafię wyjaśnić – ani brakiem pieniędzy (no bez jaj), ani brakiem czasu. Chyba tylko marną pamięcią.

Czytałem pozycje o samodyscyplinie, ale nic nie pomagało. Książka zatytułowana „Sila woli’ (autor) jest pierwszą z którą obcowałem i która rozprawia się z brakiem samodyscypliny naukowo. Myślę, że właśnie tego elementu mi brakowało – zrozumienia co leży u podstaw słabości ludzkiej woli, a nie technik jest ogrywania. Zadziałała na mnie inaczej niż wszystkie dotychczasowej rady, które znam. Otóż nie znoszę technik manipulacyjnych i wprost nienawidzę, gdy ktoś próbuje je na mnie stosować. Stawiam wtedy automatyczny opór. To, że próbują nami niekiedy manipulować reklamy, czy sprzedawcy, sprawia, że nie chcę mieć z nimi do czynienia choćby oferowali coś naprawdę świetnego. Rzecz w tym, że w przypadku silnej woli tym manipulantem jest … nasz własny mózg. Akurat z nim muszę mieć siłą rzeczy coś wspólnego 

Okazuje się, że mamy jeszcze cechy z zamierzchłych czasów, gdy każdego dnia walczyliśmy o przetrwanie i nie zastanawialiśmy się, czy akurat upolowany mamut nie pójdzie nam w boczki. Dziś w epoce takiej dostępności nie musimy sobie niczego odmawiać i tu leży problem. Widząc pączka nie mamy w głowie procesów mających nas przed jego zjedzeniem powstrzymać – właśnie jest zupełnie odwrotnie! Nasz mózg mówi, by zjeść teraz ile się da, bo zabezpiecza cię na wypadek sytuacji, gdybyś przez następne kilka dni nie miał dostępu do pożywienia. To absurdalne wiedząc w jakich czasach żyjemy, ale stąd właśnie brak silnej woli. Okazuje się, że to wierzchołek góry lodowej, bo arsenał mózgu do łamania silnej woli jest dużo szerszy. Nie będę o tym wszystkim teraz opowiadał, bo od tego jest sama książka, ale podam kilka przykładów, które zapadły mi w pamięć:

– Nasze poczynania w dużej mierze zależą od tego, czy postępują tak inni. Na przykład jeśli inni parkują w niedozwolonym miejscu to zwiększa się prawdopodobieństwo, że sami to zrobimy i nie będziemy mieli tak silnego poczucia winy (lub nawet wcale)

– Mało obchodzi nas przyszły ja. Odkładamy coś na później dla przyszłego ja, bo uważamy, że COŚ nastąpi, że nagle zechcemy tym się zająć. Aktualny ja ma mieć święty spokój. Rewelacyjne są wyniki badań na studentach i szympansach przytoczone w książce 

– O tym, że robiąc coś dobrego mamy zwyczaj nagradzania się czymś złym. Na przykład przebiegłem dziś spory kawałek, więc nic się nie stanie jeśli zjem kawałek pizzy.
– O tym dlaczego social media wpływają na naszą dopaminę, czyli obszar odpowiadający za coś w rodzaju „przekaźnika przyjemności”. Co rusz zaglądamy na fejsika, by zobaczyć, czy nie wpadł, aby nowy lajk.

Nie potrafię przekazać tego w tak przekonujący i zabawny sposób co ta książka, ale najlepszą rekomendacją może być fakt, że chcę przeczytać ją po raz drugi. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że zdarza mi się to niezmiernie rzadko.