O NIEISTNIEJĄCYM ZMĘCZENIU – 20.10.2017

Jeśli prawdą jest to co ostatnio przeczytałem to w rzeczywistości nie ma czegoś takiego jak zmęczenie fizyczne – przynajmniej nie w tym sensie w jakim o tym myślimy. Mianowicie mamy wrażenie, że nie mamy już więcej „siły”. Rzecz w tym, że niczym w grach video nie istnieje żaden pasek staminy nad naszą głową, który się wyczerpuj i ie wyciśniemy z siebie więcej. Niejaki Archibald Hill przedstawił w 1924 teorię na temat tego, że całe to uczucie styrania pochodzi wyłącznie … z naszego mózgu (tą informację zaczerpnąłem z książki „Siła woli” autorstwa Kelly MConigal). Wysyła sygnały do naszych mięśni, by te imitowały zmęczenie fizyczne. W ten sposób prawdopodobnie nasz mózg chce nas uratować przed śmiercią z przemęczenia. Wydaje się mieć to sens, bo podobne sygnały wysyła nam przy innych okazjach – najprostszym przykładem może być uczucie sytości.

Jeśli to prawda oznaczałoby to, iż rzeczywiste możliwości wydolnościowe naszego organizmu są większe niż nasze ciało na to wskazuje. Uznałem, że zaspokoję ciekawość nie poprzestając na zwyczajowych 4-5 kilometrach, które były dotychczas moją „granicą bólu”. Pokonawszy ten dystans zignorowałem zmęczenie i inne sygnały każące mi się w tej chwili zatrzymać. Okazało się, że kiedy tylko udało mi się zwalczyć to uczucie, odkryłem w sobie dodatkowe pokłady energii. Bez dużo większego wysiłku i nie będąc dużo bardziej zmęczony niż zwykle pokonałem dwukrotność zwyczajowego dystansu.

Oczywiście na części osób taki dystans to pewnie chleb powszedni, ale chodzi tylko o zasadę. Dzień później wiedziałem już przed czym chciał mnie ochronić mój mózg wysyłając informację o zmęczeniu, bo bolała mnie każda część mojego ciała. Najwyraźniej przekraczanie tej granicy ma swoją cenę i jednak należy stopniowo robić postępy.

Nie jestem ekspertem, ale podaję to tylko jako ciekawostkę.