O SZTUCE TRENOWANIA UMYSŁU (14.10.2017)

Wiele czasu zajęło mi pogodzenie się z tą myślą. Irytowałem się ilekroć kolejna osoba zwracała mi na to uwagę. Wiedziałem o problemie i czułem się wobec niego bezsilny. Otóż bywam szalenie roztrzepany. Nie zliczę w ile dziwacznych sytuacji mnie to wpakowało, ile kosztowało nerwów, a w niektórych wypadkach i pieniędzy.
 
Zdarzało mi się m.in.
 
– wsiadać w pośpiechu w zły pociąg (czego efektem było np. przymusowe spędzenie nocy w Toruniu)
 
– dzwonić omyłkowo do innych osób niż chciałem, by po chwili usłyszeć „ale nie wiem o czym do mnie mówisz, to chyba pomyłka”.
 
– zapominać rzeczy z miejsca z którego wyjeżdżam
 
– na „Blade Runner 2049” zgubiłem się w połowie filmu i nie mogłem odnaleźć, aż do samego końca.
 
 
Mógłbym wymieniać tak długo.
 
Długo zastanawiałem się w czym rzecz. Podejrzewałem szkodliwy wpływ cukru (o czym pisałem tutaj: http://bit.ly/2vWTkY1), więc starałem się (bezskutecznie) go ze swojego życia wyeliminować – przyjdzie jednak na to czas. Uznałem, że muszę znaleźć dla siebie książkę, która pomoże mi z tym walczyć. Nie chciałem jednak czegoś traktującego o tym zagadnieniu teoretycznie – uznałem, że muszę znaleźć dla siebie coś co pozwoli na wykonywanie ćwiczeń dla mojego umysłu. Znalazłem to w Empiku podczas mojej wizyty w Poznaniu – mowa o książce „400 zagadek Mensy”. Oh boy, oh boy jak bardzo jestem zadowolony z jej zakupu i jak mały się wobec niej poczułem. Powiedzieć, że zagadki w niej zawarte są dosyć trudne to jakby rzecz, że aktualna partia polityczna „chyba nie cieszy się szczególną sympatią w internecie”. Są diabelnie trudne dla kogoś takiego jak ja kto raczej unikał wszelkiego rodzaju gier przygodowych i okazjonalnego rozwiązywania łamigłówek. Podrzucę próbkę tego z czym się mierzę i od czasu do czasu będę publikował kolejne byście mogli dzielić mój ból.
 
Ps. Kosztowała 30 złotych, a ma w sobie tyle zawartości, że zajmie mi tygodnie. Wiecie więc co robić.