1] Mógłbym określić, że miałem taki … zwykły miesiąc. W sensie, gdyby ktoś powiedział, czy był ekscytujący: nie, był zwykły. Przeglądam pamiętnik (prowadzę go w aplikacji Daylio) i widzę, że niewiele niezwykłego się nie wydarzyło. Ale jak to powiedział Miłosz Brzeziński w jednym z podcastów: „Życie jest właśnie takie o! Siedzimy sobie, gadamy …”. Nie wiem, czy kiedy będę potrafił nadać swojemu życiu taki pęd, że każdy dzień będzie godny zapamiętania. Myślę, że byłoby to i trudne, a przy tym niepotrzebne, bo pewne dni muszą być nijakie (np. spędzone w całości na pracy), aby cieszyć tymi tymi świetnymi (np. wyjazd na wycieczkę za te dni co je spędziliśmy w pracy)

2] Unikam podróży gdziekolwiek w sezonie wakacyjnym. Raz, że na ogół upały, które są nieznośne i wszelkie zwiedzanie przy nich mi zwyczajnie przeszkadza. Dwa, że tłumy i sporo wyższe ceny. Mogę na szczęście regulować w bardzo łatwy sposób dni wolne, więc u mnie sezon jest poza sezonem.

3] Zacząłem współpracę ze „Znanym Lekarzem” od połowy czerwca. Jestem tym gościem, który ma za zadanie pozyskiwać klientów (czyli lekarzy) na terenie Warmińsko – Mazurskiego. Co więcej, by było trudniej, łączę to równolegle z pracą agenta Generali. Powodów jest wiele, a opowiem ci o wszystkich zaraz po tej krótkiej historyjce, która może ma w sobie jakiś morał.

Otóż zamarzyła mi się praca dla nowoczesnej firmy o, jak to sobie wtedy powiedziałem w głowie, Warszawskich standardach – najlepiej jakimś startupie. Nie miałem w tym przypadku konkretnej daty i była to raczej moja zachcianka niż jakiś konkretny element większej układanki. Równolegle co jakiś czas przeglądałem ogłoszenia o pracę, by nie być oderwanym od rzeczywistości i spoglądać na to jakie m.in. wymogi ma dzisiaj rynek. Na przykład, czy mój angielski jest jeszcze coś wart i czy w dobie automatyzacji moje umiejętności mają jakieś znaczenie. W oko wpadło mi właśnie ogłoszenie „Znanego Lekarza”. Warunki były przyzwoite, ale PRZEDE WSZYSTKIM już wcześniej się nimi interesowałem – dużo o nich czytywałem w kontekście tego jak zaczynali, przyglądałem się kolejnym rundom finansowania i tak dalej. Na mamstartup.pl są bohaterem sporej części artykułów, a czytam ten serwis z przyzwyczajenia.

Stworzyłem CV całkowicie od nowa, bo było to pierwsze jakie wysłałem w przeciągu prawie 4 lat. Nie doszło od razu do spotkania na rozmowie w centrali w Warszawie- o nie! Zresztą była to najrzetelniejsza i zarazem najtrudniejsza rekrutacja z jaką się spotkałem. Nie chcę zdradzać szczegółów, bo nie wiem, czy mi wolno, ale powiem tylko, że proszono nie tylko o referencje PO rozmowie kwalifikacyjnej, ale również do tych osób dzwoniono. W czerwcu odbyłem półtorej tygodniowe szkolenie w Warszawie i dokładnie 1 lipca zacząłem pracę.

Łączenie jednego z drugim szczególnie łatwe nie jest, ale możliwe, bo mam nienormowany czas pracy, a przede wszystkim rozliczany jestem z efektów. O tym dlaczego się zdecydowałem w przypadkowej kolejności:

– Branża ubezpieczeniowa jest bodaj drugą zagrożoną automatyzacją (to czy twoja również możesz sprawdzić tutaj: https://willrobotstakemyjob.com). W zasadzie klienci mogliby mnie pomijać, bo dziś podpisywać można nawet bez udziału agenta i w pełni elektronicznie, ALE jestem jeszcze potrzebny do znalezienia tego klienta.

– Wybicie się z mitycznej strefy komfortu. Brzmi oklepanie, trudno. Bardzo łatwo mogłem zamknąć się w złotej klatce, bo z upływem czasu praca dla Generali była coraz łatwiejsza i regularnie zwiększałem zarobki. Chcę próbować nowych rzeczy.

– Praca dla nowoczesnej firmy. Korzystam z narzędzi o których wcześniej tylko czytałem (Hubspot, Slack itd), ma niesamowicie poukładane procedury, kultura pracy jest taka jaka chciałbym, aby była wszędzie. Kolekcjonuję te doświadczenia i jeszcze nie wiem czy i jak kiedyś je wykorzystam.

– Potrzeba odświeżenia, bo robienie tego samego przez kilka lat spowodowało, że wpadłem w rutynę, którą chciałem przełamać.

– Pieniędzy nigdy za wiele. Owszem, są jednym z czynników, ale gdyby były jedynym to bym się nie zdecydował.

– Mają tam hamaki.

4] Powyższe oznacza BARDZO dużo pracy. Nie jestem jej gorącym zwolennikiem i obecnie trochę nią teraz żyję. Generuje przy tym duże nadwyżki finansowe, ale też dużo się uczę. Czekam z utęsknieniem na powrót mojego wsparcia (nazywalibyście ją asystentką, a ja nie przepadam), która wyjechała na miesiąc zostawiając mnie w tym szalenie trudnym okresie samego. Prawdopodobnie przy tej ilości pracy stworzę jej pełnoprawny etat, aby jakoś się z tym wszystkim obrabiać.