Czy moment w którym parząc kawę, przypominam sobie, że właśnie mam urodziny (13 września 1987), świadczy o mnie dobrze, czy źle? Faktem jest, że to jedyny taki dzień w roku. Jeśli jednak nie czuję potrzeby obchodzenia go (czy też świętowania faktu, że się starzeję i powoli umieram) to czy muszę koniecznie coś z tym robić? Uważam, że nie, a w razie czego mogę sobie urządzić imprezę urodzinową choćby i kilka dni później. Albo wcale jak to miało teraz miejsce. Z hukiem obchodziłem swoją trzydziestkę, bo ta data wydała mi się ważna i na jakiś czas mi wystarczy. Od przypominania mi, że czas zasuwa i kiedyś opuszczę ziemski padół jest kalendarz odliczający hipotetyczny czas do mojej śmierci (http://bit.ly/2K9qOxk)

 

WNIOSKI, KTÓRE MAM Z OSTATNICH 32 LAT ŻYCIA są następujące (realnie jest ich rzecz jasna więcej, ale to byłby materiał na książkę):

 

– Dużo dorosłego życia poświęciłem na etap „szukania”. Próbowania, odbijania, zastanawiania. Trochę przypadkiem udało mi się odnaleźć to w czym jestem w miarę dobry (sprzedaż). Dziś wiedziałbym, że mogę szukać poprzez staże / praktyki, by szybko weryfikować, czy dana praca w ogóle mi odpowiada. Jakby nie patrzeć stanowi ona około 1/3 naszego życia. Wiedząc to mógłbym sensowniej planować karierę zawodową (mówiłem o tym w podcaście – http://bit.ly/2lURF5c). Dla ułatwienia i lepszych perspektyw nie zamykałbym się wyłącznie na jedno miasto.

– Jestem zadowolony, że stale udaje mi się trzymać w ryzach inflację stylu życia. Mógłbym mieć auto (nawet drogie), niezłe mieszkanie wypełnione masą drogich przedmiotów, a także więcej podróżować. Pasa popuszczam jednak świadomie bardzo powoli, bym nigdy nie wydawał dokładnie tyle ile zarobiłem. W efekcie wypracowałem nadwyżki, które właśnie zaczynam inwestować. O tym w jakim celu opowiem później.

– Olałbym studia. Nie rozpoczynałbym ich w ogóle. Niczego do mojego życia nie wniosły, a tylko zabrały czas, który mógłbym poświęcić na szybsze wejście w karierę zawodową.

– Nie zaciągałbym żadnych kredytów. Dziś wyznaję zasadę, że jeśli nie mogę czegoś kupić za gotówkę to mnie na to nie stać. Zwłaszcza jeśli jedną z ważnych motywacji jest chęć zaimponowania innym (np. drogim autem, czy niepotrzebnie dużym mieszkaniem / domem)

– Dużo wcześniej zacząłbym sięgać po książki z gatunku rozwoju osobistego. Doskonale, że udało mi się w jakiś sposób na nie trafić. Żałuję, że tak późno. Wiem, że kojarzy się to źle, ale mi bardzo pomogły. Grunt, by znać granicę i nie stać się motivation / education junkie, ale działać.

– Ostrożniej podchodziłbym do własnego biznesu. Zamiast stawiać wszystko na jedną kartę realizowałbym go po godzinach, albo przeznaczając na niego zaledwie część oszczędności. Zostawiłbym sobie też furtkę na wypadek porażki i dużo ostrożniej (jeśli w ogóle) dobierałbym wspólnika.

– Dużo szybciej zacząłbym prowadzić pamiętnik (http://bit.ly/2kicibj)

– Zacząłbym w jak najmłodszym wieku planować. To chyba jedna z rzeczy, które nadają mojemu życiu sens, bo widzę dokąd zmierzam (link do nagrania, gdzie o tym opowiadam > https://www.youtube.com/watch?v=8V3n2JlDUGA&t=17s)

– Cieszę się, że zawsze w mniejszym lub większym stopnou, towarzyszył mi ten sposób myślenia: oszczędny styl życia pozostawiał nadwyżki, które mogłem bez bólu inwestować. Były one mniej lub bardziej udane, ale nabrałem dzięki nim doświadczenia, trochę zarobiłem, ale nigdy nie były niestety trwałe. Aktualnie dążę do tego, by były one naprawdę długofalowe i z czasem pozwoliły mi pracować mniej, a w perspektywie kilku lat żyć wyłącznie może nawet tylko z nich. Jednym z moich celów jest to, bym mógł się budzić danego dnia i stwierdzać „fuck it, lecę sobie dziś za granicę, a czemu nie. Nie wiem kiedy wrócę”.

– Żałuję, że szybciej nie zadawałem sobie pytania jakie kompetencje posiadam za które ktoś byłby gotów zapłacić. Mógłbym wtedy zastanawiać się, które są najlepiej płatne, zacząć je nabywać i jeszcze bardziej przyśpieszyć. Cóż, przeszłości nie cofnę. Moja teraźniejszość jest jednak bardzo dobra, a będzie jeszcze lepsza 🙂