CO ROBIĘ, GDY DOPADA MNIE ZŁY NASTRÓJ?

Są takie dni, gdy mam wrażenie, że na moją głowę spadają wyłącznie kolejne problemy i dochodzą kolejne. Albo coś innego powoduje, że nie mogę skupić się na niczym innym niż sytuacja, która wprowadziła mnie w zły nastrój. 30 lat życia na karku nauczyło mnie, by z nie płynąć wtedy pod prąd wbrew humorowi, ale przede wszystkim się uspokoić.

 

  • Wychodzę wtedy na spacer, który FENOMENALNIE oczyszcza ze złych myśli. Ogólnie aktywność fizyczna jest świetna w tego rodzaju sytuacjach, bo pompuje dopaminę, czyli czyste szczęście.
  • Wiedząc, że nie będę w stanie skupić się na części pracy, która wymaga ode mnie dobrego humoru (np. kontaktu z klientami), a nie chcąc zmarnować całego dnia na bezproduktywne zajęcia, rozgrywam to nieco inaczej. Ruszam wtedy do kawiarni, aby zająć się np. częścią kreatywną swojej roboty. Albo sprzątam w domu, aby oderwać się myślami i zrobić coś pożytecznego. Unikam wtedy siadania np. przed konsolą, bo po wszystkim uznam, że zmarnowałem cenny dzień.
  • Ruszam do miejsca, które momentalnie mnie relaksuje z myślą poświęcenia godziny – dwóch, aby wrócić do normalnego stanu. W moim przypadku jest to kawiarnia, albo biblioteka z czasopismami (czytuję wtedy Forbesa, Charaktery, Newsweeka i kilka innych). Najlepszy efekt daje to w połączeniu z dotarciem tam pieszo.

 

Grunt, by się swojemu złemu humorowi nie poddać i z tego stanu świadomie jak najszybciej uciec. Najlepiej łącząc to z czymś w miarę pożytecznym. A jeśli do tego, by wrócił mi humor potrzebuję bezproduktywnie pograć z godzinkę na konsoli, albo obejrzeć kawałek ulubionego serialu? Trudno.