W jaki sposób podjąłem (na przykładzie) ekstremalnie trudną decyzję?

Splot wydarzeń stawiał mnie niekiedy przed ekstremalnie trudnymi decyzjami. Takimi, które dalekie są od jednoznaczności, bo składa się na nie tyle samo plusów co minusów. Dopóki nie znalazłem skutecznej metody, miałem paraliż decyzyjny bojąc się wykonać krok w konkretną stronę. Coś takiego spotkało mnie na przełomie września / października 2017. Konkurencyjna dla mojego obecnego pracodawcy firma skusiła mnie lepszymi wtedy warunkami (przypomnę, że jestem agentem ubezpieczeniowym Generali). Po wielu rozmowach i trudnych pytaniach z mojej strony (chciałem być absolutnie pewny mojego kroku) zdecydowałem się zmienić front.

Szybko dotarło do mnie, że zmiana wyszła mi bokiem. Co prawda wszystko o co wcześniej pytałem było zgodne z prawdą. Nie wiedziałem jednak, że ktoś będzie próbował narzucać mi styl pracy. Nie sądziłem, że będzie musiał tyrać od rana do wieczora na co absolutnie się nie pisałem. Nie czułem, że mam wsparcie u przełożonego, a wręcz szybko pojawił się między nami konflikt (spowodowany m.in. tym, że nie lubię, gdy ktoś narzuca mi wspomniany styl pracy, który do tej pory przynosił świetnie efekty). Powodów było więcej, ale te były najistotniejsze. Jednocześnie było w tej całej sytuacji sporo dobrych stron.

Zacząłem mieć poważne wątpliwości i każdego dnia przybywało coraz więcej argumentów za tym, że chyba wtopiłem decydując się na pracę w tym miejscu. Miałem straszliwy mętlik w głowie i wspomniany paraliż decyzyjny. Z jednej strony myślałem, by „przepracować” wszystkie te problemy i jakoś się to ułoży. Z drugiej chciałem się stamtąd czym prędzej wymiksować, bo czułem, że nie zdołam zmienić wielu spraw w tej firmie, a w tym jej kultury organizacyjnej. Miałem w głowie wizję trudnej rozmowy z szefem o odejściu (nigdy nie jest to przyjemne), komentarzy mojego środowiska, obawy o zachwianie finansami (odejście w środku miesiąca spowoduje, że otrzymam ułamek wynagrodzenia). O to, że może przesadzam i jakoś się ułoży, bo mimo wielu wad moja sytuacja ma też wiele plusów. Nie bardzo wiedziałem co robić, a myśli w głowie nie przestały się kłębić.

 

Totalny paraliż.

 

Uznałem, że zajmę się tym na poważnie z samego rana w weekend. Stanąłem przed tablicą korkową (uwielbiam ją!). Z jednej strony zostawiłem miejsce na plusy obecnej pracy, z drugiej na minusy. Zacząłem je kolejno wypisywać. Jednak nie podjąłem decyzji od razu. Dałem sobie na to tyle czasu, by uznać, że CAŁKOWICIE wyczerpałem wszystkie za i przeciw. Ilekroć coś przychodziło mi do głowy podchodziłem do tablicy i dopisywałem coś. Okazało się, że na przestrzeni kilku dni przyszło mi do głowy wiele argumentów o których nie pomyślałem wcześniej. Nie stawiałem sobie konkretnego terminu. Dałem sobie czas, by wyrzucić wszystkie kłębiące się w mojej głowie myśli.

Doszedłem do wniosku, iż co prawda decyzja o odejściu będzie początkowo bolesna emocjonalnie i finansowo, ale potrwa może kilka dni, a finansowo wrócę do siebie po 2-3 miesiącach. Dopiero przy tej analizie zwróciłem też uwagę, że po okresie roku będę w Generali (czyli w firmie do której rozważałem powrót) będę zarabiał więcej. W chwili, gdy piszę te słowa okazało się, że wszystkie moje założenia sprawdziły się niemal w 100%. Odejście bolało, ale tak jak przewidywałem potrwało to chwilę i stanąłem na nogi szybciej niż zakładałem.

Gdybym nie podjął się rozpisania wszystkiego na chłodno to kto wie – dziś prawdopodobnie byłbym bardzo nieszczęśliwym człowiekiem, który miałby poczucie, że może coś mógłby zrobić lepiej.