WCIĄŻ STOIMY W MIEJSCU – ZMIENIA SIĘ TYLKO STANDARD ŻYCIA

Zarabiamy coraz więcej, a nasze życia są mimo to dalej prawie takie same. Zmieniają się tylko auta na lepsze modele, gry zamiast z koszy z przecenami kupujemy na premierę, telewizje zastępują nam liczne subskrypcje, a zamiast podróżować częściej (zakładając, że to lubimy) wciąż robimy to raz do roku, ale na coraz wyższym standardzie. Mimo rosnących dochodów otwierających wiele furtek (delegowanie, robienie sobie więcej wolnego, więcej wyjazdów lub form spędzania czasu wolnego, możliwość zwolnienia się, by dać sobie kilka miesięcy oddechu od jakiejkolwiek pracy) i zebranych doświadczeń wciąż nierzadko prowadzimy DOKŁADNIE te same życie. Często nawet mając jeszcze mniej czasu niż kiedykolwiek, bo trzeba pracować na coraz więcej dóbr. Pojawia się kredyt na auto, mieszkanie, sprzęt elektroniczny, luksusowe wakacje raz do roku, a bycie dorosłym to też konieczność brania udziału w prezentowym rytuale podczas komunii, świąt i tak dalej. Kiedyś wystarczyłaby nam najniższa krajowa, a dziś (nie liczę osób posiadających dzieci!) ledwo wiążemy koniec z końcem zarabiając nawet wielokrotność tej sumy. Piekielnie łatwo jest w ten stan wpaść, bo wydaje się to być naturalnym krokiem, że powodzi nam się przecież coraz lepiej. Zapracowaliśmy na to – rzecz w tym, że bardzo trudno jest wyjść z tego zaklętego kręgu i w efekcie narzekamy wiecznie na brak czasu i nie stać nas na to, by przestać pracować.

Kiedy to zrozumiałem zacząłem DROBNYMI krokami to zmieniać. W efekcie udaje mi się pracować coraz mniej (bo skuteczniej deleguję coraz więcej asystentowi). Coraz częściej gdzieś wyjeżdżam na mini – urlopy (choćby za grosze, budżetowo!). Gram niemal codziennie w planszówki (moje ukochane hobby), bo mam kilkadziesiąt osób uzbieranych (gdy ktos nie moze wpasc pisze do innej osoby). Mam dużo czasu, nie najgorsze, a przy tym stale rosnące dochody i niemal każdego dnia notuję w pamiętniku, że jestem co najmniej szczęśliwy.

Jeśli zacznę o tym opowiadać naokoło to ryzykuję przypięcie łatki osoby chwalącej się. Jeśli zacznę komuś pokazywać jak można spróbować dojść do podobnego stanu – prawdopodobnie i tak tego nie wdrożą (mam wrażenie, że lubimy się czymś inspirować i nic z tym nie robić; stąd ukute powiedzenie „inspirational junkies” – nie bądź kimś takim!). Albo co gorsza usłyszę „ale Mateusz, tak się nie da”. Chcę pomagać, ale nie będę kogoś do czegoś zmuszał. Lektura „zmieniamzycienalepsze” jest dobrowolna, więc spełniam swoją potrzebę uzewnętrzniania się i pomagania w jednym trafiając tylko do tych, którzy sami chcą. Odczuwam wręcz dziwny rodzaj satysfakcji, gdy ktoś mnie odlajkuje / odsubskrybuje, bo to oznacza, że ta osoba dała sobie czas i podjęła świadomą decyzję wypisania się. To oznacza również, że pozostałe osoby postanowiły ze mną zostać.

Stale udaje mi się zmieniać życie na lepsze, bo nie szukam wymówek. Jeśli na przykład oblałbym egzamin to tylko dlatego, że się nie nauczyłem lub po prostu nie jestem jeszcze gotowy. Jeśli pojawiły się problemy spowodowane przez moją asystentkę winę też biorę na siebie, bo klienta nie powinno obchodzić czyja to wina. Biorę ją na siebie, bo pierwotnie ja zdecydowałem się na jej pomoc, choć mógłbym zająć sprawą się osobiście (inna sprawa, że mam już po dziurki w nosie mikro-zarządzania wszystkim). Jeśli byłbym gruby to nie dlatego, że to choroba genetyczna, albo jeszcze cokolwiek irracjonalnego – po prostu o siebie nie dbam. Jeśli nie interesując się mną kobiety to nie dlatego, że są głupie i się na mnie nie poznały – po prostu najwyraźniej z tego czy innego powodu nie jestem dla nich atrakcyjny i nie zawsze chodzi tu bynajmniej o urodę (swoją drogą poczytajcie o tzw. incelach https://bit.ly/2G1JOwB). To, że mało zarabiasz to nie jest spisek loży masońskiej – znajdź swoje mocne strony, stań się ekspertem w dobrze płatnej dziedzinie zamiast walczyć o każdy 100 złotych podwyżki raz do roku. Że się nie da? Ok, twoja sprawa, ty będziesz z tym żyć ledwo wiążąc koniec z końcem.

Co jakiś czas (dni, tygodni) siadam i notuję wszystko co mnie w życiu uwiera. Chwilę przed napisaniem tego tekstu sporządziłem listę aktualnych problemów z którymi chcę wziąć się za rogi. Nie na wszystkie będę miał od razu rozwiązanie, ale będą wisieć na liście rzeczy do zrobienia tak długo, aż na nie wpadnę. W razie potrzeby zacznę rozbijać je na mniejsze pozycje, a jeśli problemu nie rozwiążę w całości to chociaż go nieco rozkruszę. Szukanie pocieszenia w lajkach i serduszkach to tylko zasłanianie sobie oczu i chwilowy zastrzyk endorfin nie rozwiązujący N-I-C-Z-E-G-O.

Mam aktualnie 31 lat na karku i towarzyszy mi poczucie swobody, braku problemów na horyzoncie, poczucie bezpieczeństwa finansowego. Każdego dnia mam jakieś świetne rozrywki, pracuję (o czym mówiłem wcześniej) krótko, bo jakieś 3-4 godziny dziennie. Naprawdę nie stało się to z dnia na dzień i człapałem się tycimi krokami do tego stanu. Aktualnie z pomocą książek i podcastów przypominam toczącą się z góry kulę śnieżną. Toczy się, bo wcześniej sam ją tam niczym Syzyf wlokłem. Szło to baaaaaardzo opornie i zmiany początkowo nie robiły wrażenia. Myślę, że aktualnie towarzyszy mi coś o czym niewielu może powiedzieć – JESTEM AUTENTYCZNIE PODEKSCYTOWANY NA MYŚL O NADCHODZĄCEJ PRZYSZŁOŚCI. Staram się żyć tu i teraz, ale ekscytuje mnie jak szybko się rozwijam i widzę jak wiele rzeczy będzie w niedalekiej przyszłości możliwych. Mam nadzieję, że moje treści pomagają ci choćby w niewielkim stopniu (bo też każdego dnia robię bardzo tycie kroczki) i z czasem poczujesz to samo.

Udanego dnia.