JAK ZACZĄĆ (W BANALNY SPOSÓB) ZACZĄĆ WSTAWAĆ WCZEŚNIEJ?

Budzik mam (aktualnie) nastawiony na 6:15 każdego dnia – również w weekendy. Nie byłoby może i w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że rzadko kiedy tak naprawdę bardzo rzadko kiedy muszę być realnie tak wcześnie na nogach. Kiedy więc o tym mówię często słyszę: „a po cholerę w takim tak wcześnie wstajesz?”

Lubię usiąść z kawą i dobrą książką zanim wpadnę w tryb faktycznej pracy. Myślę, że dobre otwarcie dnia ma gigantyczne znaczenie, czy zapamiętam go jako dobry.

Zjadam BEZ POŚPIECHU śniadanie.

Rozciągam się.

Przeglądam swoje cele długoterminowe przypominając w zasadzie, że każdy dzień mnie do nich w jakichś sposób przybliża. Odpowiednio motywuje mnie do tego zegar odliczający przybliżony czas do mojej śmierci.

Cenię sobie tę świadomość, że zaczynam działać jeszcze, gdy wszyscy smacznie śpią. Mogę zrobić coś w ciszy i spokoju zanim zacznie się ten cały zgiełk (telefony od klientów, telefony do klientów, maile i tak dalej). Mogę się wtedy skupić w ciągu dnia na tym co najważniejsze bez poczucia, że robota pali mi się w rękach. Zabieram się wtedy za najtrudniejsze zadania (gdy to możliwe), by mieć je jak najszybciej z głowy.

Mam chwilę, aby docenić wszystko to co dobre w moim życiu. Otwieram w tym celu notatnik w którym to wszystko na bieżąco notuję. Działa, gdy robi się to codziennie, by stale pamiętać, że każdego dnia mam powody do radości.

Mogę rano zrobić też część roboty, więc często kończę pracę około 13. Zrobiłem co musiałem i rzadko kiedy robię coś dłużej. Udaję się do swojej ulubionej stołówko – restauracji (http://zmieniamzycienalepsze.pl/daje-cale-20/) i około 13:30-14.00 mam cały dzień do swojej dyspozycji. Mam taką teorię, że praca pozwala nam zapomnieć, że gdybyśmy mieli do dyspozycji mnóstwo wolnego czasu w rzeczywistości nie wiedzielibyśmy co z nim sensownego zrobić. Wstając wcześniej, kończę też wcześniej i mam czas, aby po prostu korzystać z życia. Poza tym, a to już sprawa indywidualna, wieczorem i tak bywam mało produktywny.

 

A WIĘC JAK BEZBOLEŚNIE I W PROSTY SPOSÓB ZACZĄĆ WSTAWAĆ WCZEŚNIE?

Każdego dnia przestawiam budzik o kilka minut wcześniej. Każde przesunięcie o 5 minut, które absolutnie jest nieodczuwalne dla organizmu, po 12 dniach pozwoliło mi zupełnie naturalnie wstawać już godzinę wcześniej. Po dwudziestu czterech dniach już o całe dwie. Do tego dobrze jest nie spędzać ostatnich chwil przed snem wpatrzonym w jakiś ekran, bo ten utrudnia zasypianie.

Tak, to cała tajemnica. Wiem, nic wielkiego, ale to właśnie najprostsze rozwiązania są najlepsze.